Pewnie myślicie, że jestem jakąś super popularną gwiazdeczką w naszej szkole.
Nie, nie jestem nią i nigdy nawet nie myślałam, żeby należeć do elity szkolnej, są w niej 3 największe zdziry w historii naszego liceum.
One przespały się chyba ze wszystkimi chłopakami w szkole. Ja jestem inna. Nie chodzę na imprezy, domówki i tym podobne. Wolę posiedzieć w domu poczytać książkę i posłuchać muzyki. No więc nie przedłużając zapraszam do mojej historii zwanej ŻYCIEM.
Obudziłam się bardzo wcześnie, chociaż nigdy nie byłam porannym ptaszkiem postanowiłam, że w pierwszy dzień szkoły trzeba się wyszykować. Zwlekłam się z łóżka i szybko powędrowałam do łazienki. Zrobiłam poranną toaletę i ubrałam się w czarną sukienkę przed kolana i czarne szpilki, a do tego piękny wisiorek z sercem od taty. Tata no właśnie muszę się do niego wybrać. Ile już lat go z nami nie ma? Został zamordowany przez... nawet nie wiem kto mógłby zabić tak wspaniałego człowieka ale nie mówię już nic bo znowu zacznę płakać. Dokończyłam makijaż i postanowiłam pójść na dół zjeść śniadanie. Jest... 7:10 ok. autobus przyjedzie za 20 minut. Aha i chyba nie wspomniałam, że mieszkam w lesie no extra( czujecie ten sarkazm ?). Schodzę na dół i widzę coś co raczej nie dziwi mnie od dłuższego czasu. Moja ,,mama" leży nachlana w trzy dupy na kanapie, a koło niej masa butelek. Postanowiłam ją zignorować i zrobić sobie kanapki. Doszłam do wyznaczonego miejsca i wyjęłam chleb, masło i inne produkty. Po 15 minutach byłam praktycznie gotowa. Miałam już wychodzić, ale zorientowałam się która godzina. Już 7:40 ?! Teraz to ja muszę iść 10 km do szkoły. Fajny początek tygodnia. Wyszłam z domu i jakby nigdy nic szłam sobie leśną dróżką. Najlepsze w tym miejscu jest to, że nikt tu praktycznie nie jeździ i można swobodnie chodzić sobie w ciszy i spokoju. Moje rozmyślenia przerwał dzownek mojej komórki.
*Rozmowa telefoniczna *
-Halo?-
-Sam, gdzie ty jesteś za kilka minut zaczyna się rozpoczęcie!-
-Ana spokojnie autobus mi uciekł i idę na pieszo-
-NA PIESZO, PRZECIEŻ TO 10 KM!!!-
-Proszę cie nie krzycz za jakieś 20 minut będę -
-Dobrze tylko błagam uważaj na siebie-
-Oczywiście, narazie-
-Papa-
*Koniec rozmowy telefonicznej *
Jeszcze się spóźnię no zajebiście. Po 20 minutach dotarłam pod budynek szkoły. Szybkim tempem dotarłam do klasy. Naszą wychowawcą jest Alexander Smith. Jest on najlepszym nauczycielem na świecie. Jest bardzo miły i przystojny, bardzo dużo dziewczyn jest w nim zauroczona prócz mnie. Ja nie jestem zainteresowana żadnym nauczycielem, jestem tylko biedną Sam, czyli w skrócie temat do żartów, docinków i wygłupów. Wchodzę do klasy i widzę wszystkich na swoich miejscach oraz naszego wychowawcę pana Smitha przy biurku.
-Dzień Dobry, przepraszam za spóźnienie, ale miałam problemy z dojazdem-
-Dzień Dobry, spokojnie usiądź na swoim miejscu- powiedział uśmiechnięty.
Dzień minął dość szybko wróciłam do domu, zrobiłam obiad, pooglądałam telewizje i odpłynęłam.
-----------------------------------------------------
Nareszcie wyczekiwany rozdział za niedługo pojawi się 2 rozdział. Do zobaczenia 😊❤